Forum Forum Klasyków Strona Główna Forum Klasyków
Instytut Filologii Klasycznej UAM
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Kalendarz adwentowy
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Klasyków Strona Główna -> Pogadanki
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
bazakbal




Dołączył: 30 Paź 2007
Posty: 310
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 1:42, 16 Gru 2007    Temat postu: 16 grudnia

16 grudnia

Działo się to po podziale imperium rzymskiego. Z cesarstwa zachodniego do cesarstwa wkracza niezwykły korowód. Do Miasta Dawidowego, Betlejem, podążają szczególni pielgrzymi. Z przodu truchta niewielkie stadko – pięć owieczek i dwa jagniątka – wokół krąży aniołek, dalej biegną trzej pastuszkowie, dwaj mędrcy, anioł, namiestnik Syrii i mała dziewczynka.
Opodal Salonae w Chorwacji zatrzymują się przed murami rzymskiego pałacu cesarskiego. Anioł Efiriel, gdy zobaczył wszystkich ludzi w mieście, powiedział:
– Na zegarku jest rok 688. Stoimy na terenie pałacu Dioklecjana, który urodził się w tych okolicach około roku 250 po Chrystusie. Dążył do odbudowy dawnego imperium. Pozamykał kościoły i prześladował chrześcijan. Pochowano go w tym pałacu. Ale zaledwie kilka lat po jego śmierci całe cesarstw stało się chrześcijańskie. Kiedyś powstanie tu chorwackie miasto Split.
Josza uderzył kijem w stary mur.
– Do Betlejem! Do Betlejem!
Ruszyli dalej przez Dalmację. Z górskich grani i szczytów mieli dobry widok na Adriatyk. Efiriel wskazał na małą mieścinę portową.
– Jest rok 659 – powiedział. – Miasteczko nazywa się Raguza, bardzo niedawno założyli je Grecy z Peloponezu. Stanie się ważnym punktem handlowym i żeglugowym, będzie znane jako Dubrownik.
Na wzgórzu, skąd widzieli morze, spotkali pastuszka. Siedział pod pinią, chroniąc się przed słonecznym skwarem. Miał na sobie identyczną szatę jak Josza, Jakub i Izaak. Ujrzawszy pielgrzymów wstał o podszedł do nich.
– Chwała niech będzie na wysokościach – powiedział.- Jestem Daniel. Udam się z wami do Betlejem, gdzie anioły obwieszczą mi nowinę, że się narodził Zbawiciel.
– Właśnie! – ucieszył się Umuriel. – Bo jesteś jednym z nas.
Josza uderzył pastuszym kijem w pień pinii.
– Do Betlejem! Do Betlejem!
Wkrótce znaleźli się nad dużym jeziorem. U przeciwległego brzegu położone było miasto.
– I miasto, i jezioro nazywa się Scodra – Wyjaśnił Efiriel. – Za wieleset lat kraj, w którym jesteśmy, zostanie nazwany Albanią. Opuściliśmy obszar rzymskokatolicki i jesteśmy na ziemiach cesarstwa bizantyjskiego.
Elisabet miała mętlik w głowie, na szczęście Efiriel dodał:
– Na moim anielskim zegarku jest 602 rok od narodzin Jezusa. W tym okresie, podobnie jak w czasach średniowiecza, kościół chrześcijański ma dwie stolice. Jedną jest Rzym, a drugą – położone u wrót Morza Czarnego – Bizancjum.
– Ale chyba wierzą w to samo?
– Z grubsza rzecz biorąc. Ale na różne sposoby. Bo kościelne obrządki zmieniają się wraz z ludźmi, którzy przychodzą i odchodzą. Mimo że wszystko miało swój początek pewnej grudniowej nocy w mieście Dawidowym, Betlejem.
Umuriel zatrzepotał skrzydłami.
– Właśnie! Bo jedna była Maria i jedno dzieciątko. Ale potem maluje się i rzeźbi miliony ich wizerunków, z których żaden nie jest w pełni podobny do pierwowzoru. Dzieje się tak dlatego, że ludzie różnią się wyobraźnią.
Elisabet wzięła sobie te słowa do serca.
– Bóg stworzył tylko jednego Adama i jedną Ewę – mówił aniołek, podfrunąwszy blisko Elisabet. – Jako dzieci, bawili się w ogrodach Edenu w chowanego i łazili po drzewach. Tworzenie raju nie miałoby najmniejszego sensu, gdyby nie było dzieci, które mogłyby w nim się bawić. Tymczasem owe dwa brzdące zjadły z drzewa wiadomości i wydoroślały. Skończyła się zabawa, ale nie na długo, ponieważ dorosły Adam i dorosła Ewa dochowali się dzieci i wnuków. W ten sposób Bóg zadbał, by na ziemi zawsze było dużo dzieci. Bo po cóż tworzyć cały świat, jeśli nie będzie na nim małych istot, które będą go nieustannie odkrywać. Tak oto Bóg bez przerwy stwarza świat.
Mędrcy spojrzeli po sobie.
– Tak, tak – rzekł Baltazar.
– To dosyć wątpliwe wytłumaczenie – zauważył Kacper – ale każdą dobrą historię można rozumieć przynajmniej na dwa albo trzy sposoby.
– Nawet gdyby na ziemi były miliardy dzieci, żadne nie byłoby takie samo – podjął Umuriel. – W całym Stworzeniu nie znajdziesz dwóch identycznych źdźbeł trawy. Bóg tyle ma wyobraźni, że niejedna jej kropla spłynęła na ziemię. Tworząc świat w sześć dni, powiedział: „Niech zaroją się wody mrowiem istot żywych, a ptactwo niech lata nad ziemią... Niech wyda ziemia istotę żywą...”
Aniołek zerknął na Elisabet, ona klasnęła w dłonie.
Pastuszek Josza uderzył kijem w ziemię.
– Do Betlejem! Do Betlejem!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bazakbal




Dołączył: 30 Paź 2007
Posty: 310
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 1:53, 17 Gru 2007    Temat postu: 17 grudnia

17 grudnia

Jest schyłek szóstego wieku. Po górach Macedonii sunie długi korowód. Z przodu mknie siedem owieczek, niczym siedem perełek naszyjnika, wokół krąży podobny do białego ptaka aniołek. Dalej biegną czterej pasterze, dwaj bogato ubrani mędrcy, namiestnik Syrii,
a na końcu kroczą anioł i mała dziewczynka.
Święta gromadka dociera doliną Wardaru do Zatoki Salonickiej na Morzu Egejskim, gdzie rzeka ma swoje ujście. Elisabet nigdy nie widziała równie niebieskiej wody.
Hen, po ich prawej stronie, wznosi się jakaś góra.
– To Olimp – wyjaśnił Efiriel. – Dawno temu grecy wierzyli, że mieszkają tam bogowie. Zeus, Apollo, Atena, Afrodyta... Na zegarku jest rok 569 od narodzin Chrystusa
i nikt już nie wierzy w greckich bogów.
– A w Jezusa? – spytała Elisabet.
Anioł skinął głową.
– Czterdzieści lat temu cesarz Justynian zamknął stara szkołę filozoficzną w Atenach, którą blisko tysiąc lat temu założył słynny filozof Platon.
– Dlaczego ją zamknął?
– Wydarzyło się mnóstwo rzeczy w imię Jezusa, których niebo nie pochwala – odparł Efiriel, z dezaprobata kręcąc głową. – Jezus chciał rozmawiać ze wszystkimi. Nikogo nie wyróżniał. Kiedy do Aten przybył Paweł, pierwszy wielki misjonarz szerzący chrześcijaństwo, postanowił się spotkać z greckimi filozofami. Gdy wysłuchali słów Pana, ciekaw był ich opinii.
Więcej powiedzieć nie zdołał, bo Josza dał sygnał do dalszej drogi.
– Do Betlejem! Do Betlejem!
Elisabet wzięła sobie do serca słowa anioła.
Po chwili znaleźli się opodal dużego miasta położonego w głębi zatoki.
– Na zegarku jest rok 551 – powiedział Efiriel. – Miasto nazywa się Saloniki i wolą Rzymian zostało stolicą Macedonii. Zaledwie pięćdziesiąt lat po narodzinach Jezusa, Paweł założył tutaj gminę chrześcijańską. Ale jesteśmy jeszcze daleko od Ziemi Świętej. Paweł napisał w Salonikach dwa listy do miejscowych chrześcijan, które znalazły się w Biblii,
i możemy je czytać po dziś dzień.
Elisabet nigdy nie przypuszczała, że tak długo mogą przechować się czyjeś listy.
Weszli do miasta przez bramę. Był wczesny ranek, na ulicach ani żywego ducha. Efiriel wskazywał liczne kościoły, niektóre miały po kilkaset lat. Zatrzymali się przy jednym z nich.
– Upłynie półtora tysiąca lat, a kościół Świętego Jerzego nadal będzie stał.
Ledwie minęli Saloniki, na wschodzie ujrzeli kolejne miasto.
–To Filippi – wyjaśnił Efiriel. – Tutaj Paweł wygłosił swoją pierwszą mowę na europejskiej ziemi. Tutaj założył pierwszą gminę chrześcijańską w Europie. W Biblii jest list, który napisał do Filipian, gdy uwięziono go z powodu wiary.
Efiriel wskazał na ośmioboczny kościół. Właśnie uchyliły się drzwi. Umuriel już zaczął mówić „nie lękaj się”, gdy z kościoła wyszedł anioł i zrobiwszy parę kroków w kierunku Elisabet, powiedział:
– Bądź pozdrowiona, córko. Jestem Serafiel i udam się z wami do Betlejem, żeby z chmur powitać narodziny dzieciątka Jezus.
Josza uderzył kijem pastuszym o ścianę kościoła.
– Do Betlejem! Do Betlejem!
Ruszyli starym szlakiem wiodącym między Morzem Jońskim a Konstantynopolem. Serafiel wyjaśnił, że nosi on nazwę Via Egnatia.
Przodem, na czele stadka truchtał baranek, który uciekł z domu towarowego, bo nie miał siły wysłuchiwać dłużej brzęku aparatów kasowych. Za owieczkami biegli czterej pasterze,
a za nimi namiestnik Syrii Kwiryniusz, dwaj mędrcy, mała dziewczynka, aniołowie Serafiel i Efiriel. Umuriel krążył to tu, to tam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bazakbal




Dołączył: 30 Paź 2007
Posty: 310
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 1:09, 18 Gru 2007    Temat postu: 18 grudnia

18 grudnia

Siedem owieczek, czterech pasterzy, dwóch świętych królów, trzy anioły Pańskie, namiestnik Syrii oraz mała dziewczynka biegną przez Trację do Konstantynopola, położonego między Morzem Marmara i Morzem Czarnym. Ich celem jest Betlejem. Betlejem! Przed pięciuset laty urodził się tam w stajence Jezus i owinięty w pieluszki w żłobie, bo nie było dla Marii i Józefa miejsca w gospodzie. Ale o tym niemal wszyscy już wiedzą.
Pielgrzymi stoją u bramy miasta. Gdy strzegący jej żołnierze dobywają mieczy, między stadko owiec i uzbrojonych sfruwa anioł Serafiel.
– Nie lękajcie się – mówi. – Idziemy do Betlejem pokłonić się dzieciątku Jezus. Przepuście nas.
Żołnierze rzucają broń i padają na ziemię. Jeden z nich daje ręką znak, że droga wolna. Wkrótce cała gromadka jest już w obrębie potężnych murów.
Miasto jeszcze się nie obudziło. Pielgrzymi zatrzymują się na wzgórzu, skąd maja doskonały widok na port i cieśninę Bosfor, dzielącą Europę od Azji. Cieśnina nie jest szeroka, na drugim brzegu zwraca ich uwagę wznoszony właśnie kościół.
– Jest rok 495 – powiedział Efiriel. – Pierwotnie miasto nazywało się Bizancjum. Ale w rok 330 po narodzinach Jezusa, gdy cesarz Konstantyn obwołał je stolicą imperium, przyjęto nazwę Nowego Rzymu. Wkrótce zaczęto je nazywać Konstantynopolem. Potem wraca do starej greckiej nazwy Bizancjum. A za niespełna tysiąc lat, w roku 1453, zdobędą je Turcy i nazwą Stambułem.
– Czy żołnierze słyszeli o Jezusie? – zapytała Elisabet.
– Sądzę, że tak. Już w roku 313 cesarz Konstantyn uznał chrześcijaństwo za obowiązującą religię imperium. Sam przyjął chrzest tuż przed śmiercią. W roku 380 chrześcijaństwo się staje religią państwową cesarstwa.
Elisabet zaimponowała wiedza anioła.
– Jak ci się udaje spamiętać tyle dat?
– Wystarczy, że spojrzę na anielski zegarek – odparł Efiriel. – Ponieważ nie musimy zawracać sobie głowy sekundami, minutami, godzinami i dniami, zapamiętywanie lat nie jest takie trudne. Warto wiedzieć, że w roku 395 dokonuje się podział imperium, a Konstantynopol zostaje stolicą Cesarstwa Zachodniorzymskiego.
Do rozmowy włączył się Serafiel. Wskazał na piękny kościół i powiedział:
– Tamten kościół to bazylika wzniesiona ku czci boskiej mądrości cesarza Konstantyn. Za parę lat spłonie, a w tym samym miejscu stanie piękny kościół Mądrości Bożej. Przetrwa wieleset lat.
Kwiryniusz odchrząknął.
– Musimy się przeprawić przez Bosfor – powiedział. - Stamtąd już niedaleko do Syrii. Dixi!
Josza uderzył pastuszym kijem w ziemię.
– Do Betlejem! Do Betlejem!
Wkrótce stanęli nad wodami cieśniny. Na pomoście spotkali postawnego mężczyznę w kolorowych szatach. W jednej dłoni trzymał połyskliwe berło, w drugiej opasłą księgę.
Umuriel natychmiast wzbił się w powietrze, by powiedzieć sakramentalne „nie lękaj się”, ale mężczyzna, ani trochę się nim nie przejmując, pewnym krokiem podszedł do pielgrzymów.
– Jestem cesarz August i zamierzam przewieść was przez Bosfor. Proszę, przyjmijcie ten gest bez zbędnych ceregieli.
I wskazał dużą łódź żaglową. Owieczki już potruchtały na pokład.
– Wobec tego jesteś jednym z nas – powiedział Efiriel
– Nie wiedziałam, że cesarz August jest chrześcijaninem – zdziwiła się Elisabet.
Po twarzy anioła przemknął tajemniczy uśmiech.
– Od wieluset lat ten stary rzymski cesarz jest w tej bożonarodzeniowej opowieści kimś w rodzaju pasażera na gapę. A Królestwo Boże dla wszystkich stoi otworem, także dla tych, którzy podróżują bez biletu.
Słowa anioła uświadomiły Elisabet, że niebo jest dużo większe niż przypuszczała. Wzięła je sobie do serca.
Wkrótce pielgrzymi znaleźli się po drugiej stronie Bosforu. Gdy zeszli na ląd, Elisabet zapytała cesarza, jaką księgę trzyma pod pachą. Była przekonana, że to Biblia albo psałterz. Tymczasem usłyszała:
– To święty spis ludności.
Pasterz Josza uderzył kijem w ziemię, przypominając o celu podróży. Nie zaszli jednak daleko. Zatrzymali się na wzgórzu opodal Chalcedonu.
W mieście roiło się od księży. Zupełnie jak w ulu. Elisabet przeraziła się nieco.
– Nie lękaj się – powiedział anioł Serafiel. – Jest rok 451 od narodzin Jezusa i w Chalcedonie odbywa się największe w historii Kościoła zgromadzenie księży i biskupów całego chrześcijańskiego świata.
– A o czym rozmawiają? – spytała Elisabet.
Anioł zaśmiał się.
– Usiłują ustalić, czym jest prawdziwa nauka chrześcijańska.
– Uda im się?
– Po długich dyskusjach wydadzą oświadczenie, że Jezus jest Bogiem i człowiekiem. Ale zajmują sę też innymi sprawami. Wielu z nich tak pochłania kwestia prawdziwej wiary, że zapominają o najważniejszym.
Elisabet zrobiła wielkie oczy.
– To znaczy?
– O tym, że Jezus przyszedł na świat, by nauczyć ludzi czynienia dobra. Nie ma nic trudniejszego i ważniejszego zarazem. Mniejsze znaczenie ma to, ilu jest aniołów w niebie i czy Bóg ma drzazgę w małym palcu.
– A ma?
– To bez znaczenia. Ważniejsze jest to, by zobaczyć belkę we własnym oku.
Elisabet nie do końca zrozumiała słowa anioła, ale wzięła je sobie do serca. Może kiedyś lepiej pojmie ich sens.
Mędrców nie zachwyciły słowa anioła.
– Jeśli chodzi o ścisłość – zaczął Kacper – w ogóle nie musimy wierzyć w anioły. Wielu uważa, że odgrywają znikomą rolę w tym, czego chciał nas nauczyć Jezus.
Anioł Efiriel spojrzał na mędrca karcąco. Tymczasem głos zabrał Baltazar:
– Wszystkie anielskie opowieści mogą być wyssane z palca. Ale na pewno nie jest bajką, że Jezus chciał nas nauczyć wzajemnej dobroci.
Efiriel ruszył do natarcia.
– My, anioły, nie mamy zwyczaju używać takich słów – powiedział słodkim głosem. – Tym razem jednak pozwolę sobie zauważyć, że w życiu nie słyszałem czegoś równie głupiego, a już na pewno nie podczas tej pielgrzymki. Powinniście się wstydzić.
W świętej gromadce zapanowała nerwowość. Anioł Serafiel postanowił zaprowadzić pokój.
– Łatwo stracić miarę, kiedy najbliżsi przestają w ciebie wierzyć – powiedział. – Mimo że nie zgadzamy się w istotnych kwestiach wiary, to jeszcze nie powód, żeby się kłócić. Postarajmy się zapomnieć o tym przykrym zajściu.
Pastuszek Josza najwyraźniej popierał Serafiela, bo uderzywszy kijem w ziemię, zawołał:
– Do Betlejem! Do Betlejem!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bazakbal




Dołączył: 30 Paź 2007
Posty: 310
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Śro 17:49, 19 Gru 2007    Temat postu: 19 grudnia

Witajcie kochani!

Wybaczcie tę zwłokę, ale miałem nocne problemy z Internetem.

Pozdrawiam

AL


19 grudnia

U schyłku czwartego wieku przez Azję Mniejszą przeciąga niezwykły pochód. Przodem frunie aniołek Umuriel, za nim truchta siedem owieczek, za stadkiem biegną Josza, Jakub, Izaak i Daniel, za pasterzami suną dwaj mędrcy Kacper i Baltazar, namiestnik Syrii Kwiryniusz i cesarz August. Dalej, unosząc się kilka centymetrów ponad ziemią, lecą aniołowie Efiriel i Serafiel, a na samym końcu usiłuje dotrzymać pielgrzymom kroku mała dziewczyna z Norwegii.
Pokonują wzniesienia Frygii i duże słone jeziora. Kiedy przecinali jedną przełęczy wysokiego łańcuch gór Pamfylias, ciągnącego się ze wschodu na zachód wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego, dostrzegli w oddali jakiegoś mężczyznę. Wyglądał imponująco, miał na sobie bogato zdobioną zieloną szatę.
Na jego widok Kacper i Baltazar puścili się pędem do przodu.
– Kto to jest? – zapytała Elisabet.
– Musi być jednym z nas – odrzekł Efiriel.
Mężczyzna wpadł w objęcia Baltazara i Kacpra.
– Koło się zamknęło – oświadczył uroczyście.
Elisabet nic nie zrozumiała. Tymczasem tajemniczy jegomość podszedł do niej ze słowami:
– Witam w Pamfylii. Na imię mi Melchior, jestem trzecim mędrcem i królem Egryskulli.
Elisabet pojęła, co miał na myśli, mówiąc o zamkniętym kole. Wreszcie spotkali się wszyscy trzej święci królowie.
– Macie tyle zabawnych nazw – powiedziała. – Mędrcy, święci królowie, Kacper, Baltazar i Melchior...
Melchior zaśmiał się.
– O, znacznie więcej. Po grecku nazywamy się Galgat, Magalat i Sakarin. Czasem mówią o nas magowie albo perscy kapłani. To jednak nie ma znaczenia. W tej opowieści reprezentujemy tych wszystkich, którzy nie pochodzą z Ziemi Świętej.
Elisabet spojrzała na Efiriela.
– To prawda – potwierdził anioł.
– Oczywiście, przecież nie powinno się kłamać – podjął Melchior. – Nie zostałoby się świętym królem, gdyby się nie mówiło całej prawdy. I nie byłoby się najmądrzejszym, tylko przemądrzałym.
Mówił tak pociesznie, że Elisabet nie mogła pohamować uśmiechu.
– A poza tym – dodał – nie nazywałbym się Melchior, gdybym nie lubił mleka, ani Sakarin, gdybym nie lubił sacharyny. Krótko mówiąc, tak się cieszę, że mam ochotę śpiewać i tańczyć. Cieszę się na każdy wigilijny wieczór – bo wtedy narodził się Jezus.
Uderzeniem w kamień pasterz Josza dał znak do dalszej drogi.
– Do Betlejem! Do Betlejem!
Ale Melchior go zatrzymał.
– Najpierw musimy odwiedzić Świętego Mikołaja. Mieszka niedaleko stąd.
I puścili się stromym zboczem ku Morzu Śródziemnemu.
– Naprawdę odwiedzimy Świętego Mikołaja? – zapytała Elisabet.
Efiriel wskazał na domy przycupnięte na stoku. W głębi połyskiwało morze.
– Jest rok 322. W dole widać Myrę. Paweł zajrzał tam w drodze do Rzymu i założył gminę chrześcijańską.
– Nie rozumiem, jaki to ma związek ze Świętym Mikołajem.
– Dwieście lat po pobycie Pawła w Myrze – wyjaśnił anioł – urodził się
w chrześcijańskiej rodzinie chłopiec imieniem Mikołaj, który lata później został biskupem.
W Myrze mieszkała bardzo biedna dziewczyna. Nie mogła wyjść za mąż, bo nie miała żadnego wiana, jej ojciec bowiem stracił wszystko. Mikołaj chciał jej jakoś pomóc, ale wiedział, że rodzina jest zbyt dumna i nie przyjmie pieniędzy.
– I co było dalej?
– Mikołaj wpadł na znakomity pomysł. Nocą wrzucił przez okno woreczek złotych monet. Tym sposobem dziewczyna zdobyła pieniądze na wiano.
– Miły był ten Mikołaj – powiedział Elisabet.
– Ale na tym opowieść się nie kończy. Mikołajowi bardzo się spodobało wrzucanie podarków przez okno, robił to dalej. Później nazwano go Świętym Mikołajem. Po angielsku „Santa Claus”, a po norwesku „julenissen”. Słowo „nisse” pochodzi od „Nicolaus”, czyli „Mikołaj”, podobnie jak „Nils” i „Klaus”.
– Czy nosi czerwone ubranie, długą siwą brodę i krasnalą czapkę?
– Zaraz sama się przekonasz.
Przed wschodem słońca stanęli przed kościołem w Myrze. Ledwie się zatrzymali, a ze świątyni wyszedł postawny siwobrody mężczyzna w długim czerwonym płaszczu i czerwonej czapce. Na jego szyi wisiał srebrny krzyż z czerwonym kamieniem pośrodku. Efiriel dyskretnie wyjaśnił Elisabet, że jest rok 325 i mężczyzna ma na sobie typową szatę biskupią. Czarne stroje wprowadzono dużo później.
– Oto biskup Mikołaj z Myry – rzekł Efiriel.
– Czy Myra ma coś wspólnego z mirrą?
– Można tak powiedzieć – odrzekł anioł. – Mirra była jednym z trzech darów dla dzieciątka Jezus. Obdarowywanie się w Wigilię stało się powszechne dzięki podarkom trzech mędrców dla Jezusa i dzięki radości dawania biskupa Mikołaja.
Mikołaj miał ze sobą trzy szkatułki, które wręczył kolejno trzem świętym królom. Kacper otrzymał złote monety. W szkatule Baltazara było kadzidło, a Melchiorowi przypadła mirra.
– Idziemy do Betlejem – powiedział Kacper.
Biskup Mikołaj śmiał się tak, aż podskakiwała mu broda.
– Ha, ha! A więc musicie mieć ze sobą upominki dla dzieciątka w żłóbku. Nie macie innego wyjścia, co? Ha, ha!
– Dlaczego jesteś taki miły? –spytała Elisabet.
– Ha, ha –zaśmiał się Mikołaj. – Im więcej dajemy, tym bardziej się bogacimy. A im więcej zatrzymujemy dla siebie, tym bardziej ubożejemy. Oto cała tajemnica radości obdarowywania. I tajemnica ubóstwa.
Aniołek Umuriel klasnął w dłonie.
– Dobrze powiedziane.
– Ci, którzy gromadzą skarby na ziemi – kontynuował biskup – pewnego dnia zbiednieją. A ci, którzy wyrzekną się wszystkiego, nigdy nie zaznają biedy i zawsze będą uradowani. Ha, ha! Bo największa radość na ziemi to radość dawania.
– Bardzo możliwe – zgodziła się Elisabet. – Ale żeby dać, najpierw trzeba mieć.
– Bynajmniej – odparł Mikołaj, z trudem powstrzymując śmiech. – Nie trzeba nic mieć, by doświadczyć radości dawania. Wystarczy jeden uśmiech, który z sytego serca płynie.
Josza uderzył pastuszym kijem w ziemię.
– Do Betlejem! Do Betlejem!
Gdy ruszyli, towarzyszył im śmiech biskupa.
– Ha, ha! Ha, ha! Ha, ha!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bazakbal




Dołączył: 30 Paź 2007
Posty: 310
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 2:51, 20 Gru 2007    Temat postu: 20 grudnia

20 grudnia

Przez Azję Mniejszą mknie niezwykły pochód. W trzecim wieku przecina Pamfylię i Cylicję, na południe od gór Taurus, siedem owieczek, czterech pasterzy, trzech świętych królów, trzy anioły Pańskie i mała dziewczynka z Norwegii.
W Tarsie zatrzymują się na klika sekund. Anioł Efiriel obwieszcza, że to rodzinne miasto Pawła.
W swej podróży pielgrzymi mijają rzymskie teatry, place sportowe, porty, łuki triumfalne i świątynie. Od czasu do czasu mignie jakiś chrześcijański kościółek.
Tajemniczy pochód kieruje się na Zatokę Alexandrette i aż do Betlejem pędzi wschodnim wybrzeżem Morza Śródziemnego.
- Jesteśmy w roku pańskim 238 – powiedział Efiriel, kiedy stanęli przed bramą Antiochii. – Stąd zaczęły się pierwsze podróże misyjne Pawła. Godne uwagi, że właśnie tutaj po raz pierwszy użyto nazwy „chrześcijański”.
- To uczniowie Jezusa nie byli chrześcijanami? – zdziwiła się Elisabet.
- I tak, i nie. Dużo czasu minęło, nim pierwsi chrześcijanie zaczęli tak o sobie mówić. Początkowo uważali się za Żydów. Paweł też był Żydem, ale w czasie podróży misyjnych przekonał się, że w Jezusa mogą wierzyć wszyscy. Bo Jezus przemawiał nie tylko do Żydów. Miał dużo do powiedzenia wszystkim ludziom.
Mędrcy podeszli do Efiriela.
- Jesteśmy mędrcami ze Wschodu – powiedział Kacper. – Królami Nubii, Saby i Egryskulli. W żadnym z nas nie płynie choćby kropla żydowskiej krwi, a mimo to jako jedni z pierwszych powitamy narodziny Jezusa.
Josza dał znak do drogi.
- Do Betlejem! Do Betlejem!
I ruszyli ku Damaszkowi, stolicy Syrii.
Po chwili Efiriel zatrzymał pochód. Byli odludnym rzymskim trakcie prowadzącym przez Syrię.
- To tu – powiedział anioł, pokazując na czerwony mak przy drodze.
Elisabet nic nie rozumiała.
- Jest rok 235 od narodzin Jezusa – podjął Efiriel. – Dwieście lat temu wydarzył się tutaj cud, który miał duże znaczenie dla historii świata.
Trzej mędrcy pokłonili się uroczyście, a cesarz August, na znak jednomyślności, wetknął berło w miejsce wskazane przez anioła. Zajaśniało jak słońce. Wokół skupili swoje stadko czterej pasterze. Kwiryniusz, były namiestnik tych ziem, rozejrzał się dookoła i rzekł:
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
- Przepraszam, że spytam wprost – wtrąciła Elisabet – ale być może tylko ja nie rozumiem, o czym się tutaj mówi. To przecież nie tutaj urodził się Jezus, prawda?
Efiriel uśmiechnął się.
- W roku pańskim 35 po Chrystusie szedł z Tarsu do Damaszku pewien Żyd. Po rzymsku nazywano go Paweł, a po żydowsku Saul. Za młodu studiował w Jerozolimie stare żydowskie pisma. Tam być może spotkał Jezusa i poznał jego nauki. Ale Paweł był faryzeuszem. Wierząc, że można udobruchać Boga przestrzegając wszystkich rozporządzeń zawartych w Pięcioksięgu, stał się najzagorzalszym prześladowcą chrześcijan. Był zwolennikiem zamykania ich w więzieniach i opowiadał się za zgładzeniem świętego Szczepana.
- Nieźle mu odbiło – stwierdziła Elisabet.
Efiriel i inni pokiwali głowami.
- Ale kiedy był w drodze do Damaszku, przeżył coś mistycznego. Nagle olśniła go światłość z nieba i usłyszał głos mówiący do niego: „Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz?” Paweł spytał: „Kim jesteś, Panie?” A On: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić.” Paweł i mężowie, którzy z nim byli w drodze, stanęli oniemiali, głos bowiem słyszeli, lecz nikogo nie widzieli.
- Tak właśnie było – potwierdził Umuriel. – A głos, który usłyszeli, ani razu nie powiedział „nie lękaj się”.
- I Paweł poszedł do Damaszku, i przyłączył się do tamtejszej gminy – podjął Efiriel.  Wkrótce został pierwszym wielkim misjonarzem. Paweł był obywatelem rzymskim, mówił po grecku i aramejsku, jak Jezus. Umiał też czytać stare hebrajskie zwoje. Podczas czterech wypraw misyjnych nauczał w imieniu Jezusa w Hellasie i Rzymie, w Syrii i w Azji Mniejszej.
Wtem coś spadło z nieba. Stało się to tak szybko, że Elisabet nawet nie zdążyła się przestraszyć. W pierwszej chwili pomyślała, że to ptak runął na ziemię, bo zapomniał zatrzepotać skrzydłami. Wkrótce jednak zobaczyła przed sobą anioła.
- Nie lękaj się – powiedział. – Jestem Cherubiel i pójdę z wami do Betlejem.
Cesarz August zabrał berło, które wetknął tam, gdzie Paweł usłyszał głos z nieba, pasterze popędzili owieczki, a Josza zawołał:
- Do Betlejem! Do Betlejem!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bazakbal




Dołączył: 30 Paź 2007
Posty: 310
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 1:06, 21 Gru 2007    Temat postu: 21 grudnia

21 grudnia

Wczesnym rankiem pod koniec drugiego stulecia mknie do Damaszku brzegiem rzeki Brady grupka pielgrzymów.
Wpadają do miasta przez zachodnią bramę i biegną dalej ulicą, która łączy bramę zachodnią ze wschodnią. Dwaj żołnierz strzegący wejścia oglądają się spłoszeni.
- Co to było?
- Jakiś podmuch wiatru z północnego zachodu.
- Nie, nie tylko... W tumanach kurzu widziałem też ludzi.
I wartownikom przypomina się historia sprzed kilku lat. Przy wschodniej bramie grupę żołnierzy zaskoczył pędzący korowód, który jak błyskawica wypadł z miasta. Byli tam ludzie i zwierzęta, jeden z żołnierzy widział nawet anioły.
Elisabet i Efiriel przewrócili wówczas paru rzymskich żołnierzy. Wkrótce pielgrzymi byli całe lata i mile od miasta.
Pewnego dnia w połowie drugiego wieku stanęli nad jeziorem Genezaret w Galilei i patrzyli na jego lśniącą toń. W promieniach złocistego wieczornego słońca jezioro przypominało niebieski porcelanowy talerz ze złotymi brzegami.
W pobliskiej wiosce stały niskie domki z niewielkimi zagrodami dla zwierząt.
- Jesteśmy w Kafarnaum – wyjaśnił Efiriel – na starym szlaku karawan między Damaszkiem i Egiptem. To tutaj Jezus powołał pierwszych uczniów. Jednym z nich był celnik Marek, jako że Kafarnaum stanowiło ważny punkt celny. Byli także rybacy, bracia Szymon zwany Piotrem i Andrzej. „Pójdźcie za mną – powiedział Jezus – a zrobię was rybakami ludzi!”
- I pomógł im nałowić mnóstwo ryb – dodał Umuriel.
- Pewnego razu – podjął Efiriel – gdy Jezus stał nad brzegiem jeziora, ujrzał dwie łodzie, a wszedłszy do jednej z nich, należącej do Szymona, poprosił go, aby nieco odpłynąć od brzegu. Usiadłszy, zaczął nauczać rzesze ludzi. To był świetny pomysł, bo wszyscy mogli go widzieć. Gdy przestał mówić, poprosił Szymona, by wyjechał na głęboką wodę i zarzucił sieci. Szymon mu odpowiedział, że łowił bezskutecznie całą noc, ale uczynił to, co mu radził Jezus. Zagarnęli wówczas mnóstwo ryb, aż się sieci rwały.
- Innym razem – wtrącił Umuriel – gdy byli na jeziorze, zerwała się gwałtowna burza. Uczniów zdjął wielki strach, że utoną. Jezus spał wówczas w tylnej części łodzi. Gdy go obudzili, zgromił wicher, żeby uspokoić uczniów.
- Chciał im pokazać, jak małej są wiary – wyjaśnił Efiriel.
Umuriel energicznie pokiwał głową.
- Właśnie! Innego razu, kiedy uczniowie byli na jeziorze, Jezus przyszedł do nich po wodzie. Śmiertelnie się przerazili, myśląc, że ujrzeli zjawę. Ale Piotr, rozpoznawszy mistrza, postanowił udowodnić swoją wiarę i wyszedł z łodzi. Nieźle sobie radził, ale zawiał wicher, zląkł się i gdy zaczął tonąć, poprosił Jezusa o pomoc.
Josza uderzył kijem w stertę kamieni.
- Do Betlejem! Do Betlejem!
Ruszyli brzegiem jeziora. Po chwili Efiriel zatrzymał pochód i wskazał na niewielką skałę.
- Tam Jezus wygłosił słynne kazanie na górze, przekazując ludziom najważniejsze nauki.
- To znaczy, jakie? – zapytała Elisabet.
Aniołek Umuriel zatrzepotał skrzydłami, uniósł się pół metra nad ziemię i wyrecytował:
-”Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi...”
 Tak , nauczył ludzi, jak się modlić – przerwał mu Efiriel – ale przede wszystkim chciał ich nauczyć dobroci, przestrzegając jednocześnie, że żaden człowiek nie jest doskonały w obliczu Boga.
- „Błogosławieni miłosierni – powiedział Umuriel. – A gdy cię ktoś uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi... Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują... Wszystko, cobyście chcieli, aby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie...”
- Dziękuje, już dosyć – powiedział Efiriel. – Wiemy, że znasz to wszystko na pamięć. Tylko tego by brakowało, żebyś nie znał.
Trzej mędrcy chóralnie odchrząknęli, najwyraźniej i oni mieli coś do zakomunikowania. Kacper i Baltazar udzielili głosu Melchiorowi.
- Nie wystarczy bezmyślne odklepywanie formułek. Chodzi o to, żeby je przekuwać
w czyn. A nade wszystko pomagać ludziom w potrzebie, chorym i ubogim, wypędzonym ze swych domów. Oto przesłanie Bożego Narodzenia.
- Do Betlejem! – zawołał Josza.  Do Betlejem!
Ledwie się rozpędzili, Efiriel wyjaśnił Elisabet, że to tutaj Jezus nakarmił pięć tysięcy ludzi dwiema rybami i pięcioma bochenkami chleba.
- Właśnie! – krzyknął Umuriel. – Jezus chciał, by ludzie dzielili się tym, co mają. Nie byłoby wtedy głodnych ani ubogich. Nie byłoby też bogaczy. Bo lepiej jest, gdy nie ma ludzi biednych i głodnych, niż miałoby być kilku bogaczy.
Kiedy dotarli do Tyberiady, ruszyli w głąb Galilei, mijając okoliczne wzgórza.
W żyznej dolinie, zielonej od palm i drzew owocowych, zobaczyli niewielką wioskę.
- Na anielskim zegarku jest rok 107 od narodzin Jezusa – powiedział Efiriel. – Wieś nazywa się Nazaret. Tutaj Jezus dorastał jako syn cieśli Józefa. Tutaj jeden z aniołów wyjaśnił Maryi, że jest brzemienna.
Nim skończył, cos runęło z nieba i stanął przed nimi anioł z trąbką w dłoni. Zadąwszy raz, powiedział:
- Jestem Ewangeliel i przybywam obwieścić wam radosną nowinę. Niedługo narodzi się Jezus.
Elisabet przypomniały się słowa starej kolędy i zaśpiewała najpiękniej, jak tylko umiała:
- „Aniołowie się radują...”
Mędrcy aż klasnęli w dłonie z uciechy. Elisabet powiedziała lekko zawstydzona:
- Chyba jesteśmy już blisko Betlejem, tyle tu aniołów.
Josza popędził owieczki:
- Do Betlejem! Do Betlejem!
Od miasta Dawidowego dzieliło ich zaledwie sto lat.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bazakbal




Dołączył: 30 Paź 2007
Posty: 310
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 12:51, 22 Gru 2007    Temat postu: 22 grudnia

22 grudnia

Święta gromadka pędzi przez Samarię. Jest koniec pierwszego stulecia po narodzinach Jezusa. Ich cel to Betlejem. Betlejem!
Któregoś dnia roku 91 zatrzymują się o brzasku nad Jordanem, który wypływa z jeziora Genezaret i wpada do Morza Martwego.
- To tutaj! – woła Efiriel.
- Tutaj na pustyni, Jezus przyjął chrzest z rąk Jana Chrzciciela – wyjaśnił Serafiel.
- Głosił on – dodał Umuriel – mówiąc: „Idzie za mną mocniejszy niż ja, któremu nie jestem godzien, schyliwszy się, rozwiązać rzemyka u sandałów jego. Ja chrzciłem wodą, On zaś będzie chrzcił Duchem Świętym.” I przyszedł Jezus i został ochrzczony przez Jana
w Jordanie. A ja siedziałem na obłoku i klaskałem w dłonie. Taka wielka to była chwila.
- Czy to nie wtedy gołębica sfrunęła z nieba? – zainteresowała się Elisabet, bo kiedyś coś takiego słyszała.
Umuriel zamachał skrzydełkami.
- Właśnie!
- Do Betlejem! – przynaglał Josza. – Do Betlejem!
Gdy znaleźli się w Jerozolimie, weszli na Górę Oliwną i spojrzeli na ogród Getsemane, gdzie pojmano Jezusa, a uczniowie, zamiast się o niego modlić, usnęli.
Przed oczyma Elisabet znajdował się same ruiny i zniszczone budowle.
Czyżby to była stolica Żydów?
- Na anielskim zegarku jest rok 71 po Chrystusie – powiedział Efiriel. – Niespełna rok temu Rzymianie wtargnęli do Jerozolimy i spustoszyli ją, bo ludzie sprzeciwiali się ich władzy.
- To robota cesarza Tytusa – dodał Umuriel. – Przybył tu z dziesięcioma tysiącami żołnierzy.
- Ze świątyni pozostał jedynie fragment zachodniej ściany – podjął Efiriel. – Odtąd będzie się ona nazywać Ścianą Płaczu, a Żydzi rozproszą się po całym świecie.
- To takie głupie, że aż mi płakać się chce – rzekł Umuriel. – Bez przerwy mówimy „pokój z wami” i „pokój na ziemi”, ale ludzie chyba nigdy się nie nauczą, że nie powinno się ze sobą walczyć. A Jezus, gdy go pojmano, powiedział, że ten, kto dobywa miecza, od miecza ginie.
Efiriel skinął głową.
- Ci, którzy obchodzą Boże Narodzenie, powinni o tym pamiętać, bo przesłaniem tych świąt jest pokój.
Josza uderzył pastuszym kijem w Górę Oliwną.
- Do Betlejem! Do Betlejem!
Pielgrzymi opuścili Jerozolimę i pomknęli w kierunku Betlejem.
Wtem zobaczyli mężczyznę z osiołkiem. Na widok zbliżającego się doń pochodu zaczął machać ręką.
- Nie lękaj się! – zawołał łagodnie Umuriel.
Ale mężczyzna wcale się nie przeraził.
- Wobec tego jesteś jednym z nas – powiedział Efiriel.
Mężczyzna zbliżył się do Elisabet i wyciągną dłoń na powitanie.
- Jestem właścicielem gospody. To ja powiem Józefowi i Marii, że nie ma już miejsca, i udostępnię im stajnię.
Posadził Elisabet na osiołku.
- Na pewno zmęczyła cię długa podróż.
Elisabet pokręciła głową.
- Przebiegłam całą Europę i historię. Ale działo się to tak szybko, jakbym pędziła po ruchomych schodach.
Mężczyzna spojrzał na nią zdziwiony.
- Po ruchomych schodach?
Elisabet przytaknęła.
- Ruchome schody? – powtórzył. – Zabawne słowa. Ruchome schody...
Josza dał sygnał do drogi.
- Do Betlejem! Do Betlejem!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bazakbal




Dołączył: 30 Paź 2007
Posty: 310
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 14:23, 23 Gru 2007    Temat postu: Finał

23 grudnia

Święta gromadka jest w drodze do Betlejem. Wśród pielgrzymów jest siedem owieczek, czterech pasterzy, trzech świętych królów, pięć aniołów Pańskich, cesarz August, namiestnik Syrii Kwiryniusz, właściciel gospody i Elisabet, która ostatni etap drogi do miasta Dawidowego pokonuje na osiołku.
Poruszali się coraz wolniej. Na zegarku Efiriela był rok 0. W oddali majaczało miasto Betlejem.
Nagle cesarz August zatrzymał się, wetknął berło pod drzewko oliwne i otworzywszy księgę, którą cały czas niósł pod pachą, powiedział władczym głosem.
- Nadszedł czas!
Wszyscy stali w milczeniu.
- Nakazuję wam, byście się wpisali do spisu ludności.
Wyjął kawałek węgla i podawał go kolejno pielgrzymom, którzy uwieczniali swe imiona w księdze. Tylko owieczkom się upiekło, bo nie umiały pisać i nie miały imion.
Elisabet była ostatnia. Nim się wpisała, przeczytała wszystkie imiona.

1. pastuszek: Josza
2. pastuszek: Jakub
3. pastuszek: Izaak
4. pastuszek: Daniel

1. mędrzec: Kacper
2. mędrzec: Baltazar
3. mędrzec: Melchior

1. anioł: Efiriel
2. anioł: Umuriel
3. anioł: Serafiel
4. anioł: Cherubiel
5. anioł: Ewangeliel

Kwiryniusz, namiestnik Syrii
August, cesarz imperium rzymskiego
Właściciel gospody

I napisała:
1. pielgrzym: Elisabet

po czym przyszła jej do głowy zabawna myśl. Mimo, że bezimienne owce nie umiały pisać, powinno się je uwzględnić! I dopisała:

1. owca
2. owca
3. owca
4. owca
5. owca
6. owca
7. owca
Z lękiem spojrzała na cesarza, bała się bowiem, że będzie zły z powodu tej samowoli. On jednak po prostu zamknął księgę.
Wpisawszy swe imiona do księgi, pielgrzymi stali się bardziej podniośli.
Efiriel powiedział:
- „Poszedł też Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do Miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, dlatego że był z domu i rodu Dawida, aby był spisany wraz z Marią, poślubioną sobie małżonką, która była brzemienna.”
Pielgrzymka wolno ruszyła. Nie minęło jednak wiele czasu, a Efiriel ich zatrzymał. Drogą szedł młody mężczyzna, prowadził osła, na którym siedziała kobieta w czerwonej szacie.
- To Józef i Maria – wyjaśnił Efiriel. – Bo nadszedł czas. Jak dojrzały owoc.
Właściciel gospody zatroskał się nieco.
- Koniecznie muszę ich wyprzedzić – powiedział i popędził ku Betlejem.
Wśród pielgrzymów zapanowała nerwowość. Zupełnie jakby wszyscy zaczęli powtarzać coś, co musieli umieć na pamięć.
Umuriel wzbił się metr nad ziemię I powiedział:
- „Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu, gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym. A to będzie dla was znakiem: Znajdziecie niemowlątko owinięte w pieluszki
i położone w żłobie”.
Efiriel pokiwał głową, a Umuriel zawołał:
- Wspaniale!
Ewangeliel zadął w trąbę i wszyscy aniołowie wyrecytowali chórem:
- „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie”!
Wtem rozbeczały się owce. Jakby i one miały swą kwestię do wypowiedzenia.
- „Pójdźmy zaraz aż do Betlejem – powiedział Josza, zwracając się do pasterzy
– i oglądajmy to, co się stało i co nam objawił Pan”.
W końcu przyszła kolej na mędrców.
- „Gdzie jest ten nowo narodzony król żydowski? Widzieliśmy bowiem gwiazdę Jego na Wschodzie i przyszliśmy oddać mu pokłon”.
I uklękli, wyciągając przed siebie szkatułki ze złotem, kadzidłem i mirrą.
Anioł Efiriel pokiwał głową, zadowolony.
- Wszystko gra!
Josza musnął pastuszym kijem futerko jednej z owieczek i szepnął:
- Do Beetleejeem! Do Beetleejeem!

Wybaczcie, Kochani, ale obawiam się, że jutro będę odcięty od sieci, temu dzisiaj pojawi się też data 24 grudnia. Czytanie można skończyć dzisiaj albo wstrzymać się z ostatnim dniem do jutra. Wola Wasza.



24 grudnia

Jest środek świata, między Europą, Azją i Afryką, jest środek historii
u początków ery nowożytnej, wkrótce będzie środek nocy.
Przez Betlejem wędruje milczący korowód. Są tam owieczki, czterech pasterzy, pięć aniołów Pańskich, trzech świętych królów, cesarz rzymski, namiestnik Syrii i Elisabet z długiego wąskiego kraju spod bieguna północnego.
Któryś z mędrców wskazuje na ugwieżdżone niebo. Gwiazdy przypominają skry płonącego hen, wysoko, ogniska. Jedna świeci mocniej od wszystkich innych razem wziętych. Może wisi nieco niżej?
Umuriel odwraca się do pielgrzymów i kładzie palec na ustach.
– Pst... pst...
Cicho podchodzą do gospody. Przez sekundę albo dwie widać w oknie właściciela. Ruchem głowy pokazuje na skalna grotę.
Efiriel szepce:
– „I gdy tam byli, nadszedł czas, aby porodziła. I porodziła syna swego pierworodnego, i owinęła go w pieluszki, i położyła go w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie”.
Przecinają podwórze i zatrzymują się przed grotą. Po zapachu poznają, że jest tam stajnia.
Wtem ciszę przeszywa płacz dziecka.
Staje się. Staje się w stajni w Betlejem.
Nad grotą mruga gwiazda. W środku nowo narodzonego owija się
w pieluszki i kładzie w żłobie.
I spotyka się niebo z ziemią. Dziecko jest iskrą ogromnego niebieskiego ogniska.
Oto cud. Cud, który zdarza się za każdym razem, ilekroć rodzi się człowiek. Tak to już jest, gdy świat stwarza się na nowo.
Kobieta oddycha ciężko. Płacze. W płaczu Marii nie ma goryczy, jest bezgraniczne szczęście. Ale dziecko płacze głośniej. Narodziło się dzieciątko Jezus. W stajence betlejemskiej. Pojawiło się na naszej biednej ziemi.
Anioł Efiriel zwraca się do pielgrzymów podniosłym tonem:
– Dziś narodził się wam Zbawiciel w mieście Dawidowym.
Cesarz August przytakuje:
– A teraz nasza kolej. Wszyscy na miejsca, role przygotowane, ćwiczyliśmy dwa tysiące lat.
Na znak cesarza głos zabiera Kwiryniusz.
– Pasterze! Poprowadźcie swoje trzody na pola i bądźcie zawsze dobrymi pasterzami. Mędrcy! Udajcie się na pustynię na waszych wielbłądach i obyście zawsze czytali w gwiazdach. Aniołowie! Fruńcie ponad chmury i nie pokazujcie się ludziom bez potrzeby, a jeśli okaże się to konieczne, nie zapomnijcie im powiedzieć, żeby się nie lękali. Bo teraz narodził się Jezus.
Po chwili pasterze, owieczki, mędrcy i anioły zniknęli. Pozostała jedynie Elisabet z Kwiryniuszem i cesarzem Augustem.
– Muszę czym prędzej wracać do Damaszku – powiedział Kwiryniusz. – Czeka mnie tam bardzo ważna rola.
– A ja muszę spieszyć do Rzymu, gdzie mam swoją rolę – powiedział August.
Nim odeszli, Elisabet poparzyła to na jednego, to na drugiego i wskazując stajnię, spytała:
– Jak myślicie, czy mogę tam wejść?
Cesarz roześmiał się od ucha do ucha.
– Oczywiście, że możesz. Taka jest twoja rola.
Kwiryniusz gorliwie pokiwał głową.
– Nie przebiegłaś takiego szmatu drogi tylko po to, żeby tu stać.
Po tych słowach dwaj Rzymianie udali się tam, skąd przyszli.
Elisabet spojrzała na ugwieżdżone niebo. Musiała porządnie zadrzeć głowę, żeby zobaczyć dużą jasną gwiazdę. Znów usłyszała płacz dziecka.
I weszła do stajenki.




Kochani,

korzystając z okazji, chciałbym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia świąteczne.

Ten Czas to okres wszechradości, wszakże to globalne przyjęcie urodzinowe, na które zostaliśmy zaproszeni my wszyscy. Rodzi się "Maleńka Miłość", ale nie dajmy się zwieść, bo Ona naprawdę łatwo się rozprzestrzenia

"Miłość Boga i miłość bliźniego to jak dwoje drzwi, które mogą jedynie razem otwierać się i zamykać." (Kierkegaard)

Życzę Wam, by Maleńka Miłość rosła w Was i przez Was promieniała na świat, dla znanych i nieznanych, lubianych i nielubianych, bliskich i obcych.

Życzę też, byście posiedli "ucho słuchacza, owo pragnienie mędrca", aby wsłuchiwać się w innych, którzy być może w Tym Czasie potrzebują wsparcia.

Bądźcie DOBRZY, bo "nie da się uczynić ludzi dobrymi za mocy ustawy, a bez dobrych ludzi nie ma dobrego społeczeństwa".

Radujmy się

Andrzej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Klasyków Strona Główna -> Pogadanki Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin